« Wróć

Jakie będą progi punktowe w 2026?

Temat progów punktowych wraca co roku jak bumerang, a wraz z nim pytanie, które spędza sen z oczu maturzystomczy trudno będzie dostać się na wymarzone studia w 2026? Czy wyniki matury wystarczą? Czy uczelnie znowu podniosą poprzeczkę? 

 

Dla wielu maturzystów to źródło stresu, ale w rzeczywistości cała „magia” rekrutacji jest dość logiczna — wystarczy zrozumieć, czym są progi i jak działa algorytm przyjęć. 

 

Progi punktowe to po prostu minimalna liczba punktów, jaką zdobyła ostatnia osoba przyjęta na dany kierunek. Nie ustala ich uczelnia „z góry”, nie są efektem tajemniczej decyzji dziekanatu, tylko naturalnym wynikiem konkurencji między kandydatami. Jeśli dużo osób ma świetne wyniki i walczy o ten sam kierunek, próg rośnie. Jeśli zainteresowanie jest mniejsze albo wyniki matur w danym roczniku są niższe, próg spada. Dlatego zestawienia progów z poprzednich lat warto traktować jako wskazówkę i punkt odniesienia, ale nigdy jako gwarancję. 

 

Każda uczelnia ma swój wzór przeliczania wyników matur na punkty rekrutacyjne. Najpierw określa, które przedmioty są brane pod uwagę. Dla części kierunków są to obowiązkowe trzy przedmioty, dla innych np. jeden kluczowy kierunkowy kierunek plus dodatkowe kierunki wspierające. Potem każdym wynikom nadaje się odpowiednie wagi — np. matematyka może liczyć się w 60%, język obcy w 40%.  

 

System przelicza Twoje wyniki na punkty, ustawia wszystkich kandydatów od najlepszego do najsłabszego i przyjmuje tylu, ile jest miejsc. Wynik ostatniej przyjętej osoby staje się progiem. Brzmi prosto, bo to naprawdę proste — zamiast wyobrażać sobie skomplikowany „algorytm”, wystarczy myśleć o liście rankingowej. 

 

Na uczelniach publicznych obowiązuje limit miejsc, a chętnych zwykle jest więcej niż możliwości przyjęć. Właśnie dlatego liczy się każda dziesiąta procenta wyniku matury, zwłaszcza na najbardziej obleganych kierunkach, takich jak medycyna, psychologia, informatyka, prawo czy popularne filologie. Publiczne uczelnie zazwyczaj jasno określają, jakie przedmioty trzeba zdawać i jak będą przeliczane punkty. Zasada jest twarda: kto ma więcej — ten wygrywa. Nie ma miejsca na „uznaniowość”, liczy się wynik. 

Inaczej wygląda sytuacja na uczelniach prywatnychtakich jak Społeczna Akademia Nauk, która od lat jest jedną z najpopularniejszych uczelni niepublicznych w Polsce.  

 

Tu, poza Kierunkiem Lekarskim, który opiszemy w drugiej kolejności, nie funkcjonują klasyczne „progi punktowe”, bo rekrutacja jest bardziej dostępna i oparta na spełnieniu warunków formalnych, kolejności zgłoszeń czy rozmowie kwalifikacyjnej. Dla wielu maturzystów to ogromna ulga — szczególnie dla tych, którzy nie chcą uzależniać swojej przyszłości wyłącznie od jednej liczby w tabeli. Co ważne, brak sztywnych progów nie oznacza niższego poziomu, ale inny model selekcji, nastawiony na motywację, realne zainteresowania i wsparcie studenta w procesie kształcenia. 

 

Na Kierunku Lekarskim SAN rekrutacja opiera się przede wszystkim na maturze z biologii na poziomie rozszerzonym oraz z jednego dodatkowego przedmiotu – chemii, fizyki lub matematyki. Na podstawie tych wyników uczelnia przelicza punkty i układa kandydatów w kolejności od najlepszych do najsłabszych, przy czym nie publikuje wcześniej jednego, stałego progu punktowego – o przyjęciu decyduje limit miejsc i wyniki w danym roku.

 

Czy w 2026 roku będzie trudniej? To zależy od popularności kierunku, liczby miejsc, trendów edukacyjnych i wyników danego rocznika. Jedne kierunki mogą zanotować wzrost progów, inne spadek. Dlatego najlepszą strategią jest rozsądne planowanie: warto mieć kierunek marzeń, alternatywę oraz plan B. Dobrze śledzić komunikaty rekrutacyjne, sprawdzać wymagania i pamiętać, że istnieją także rekrutacje uzupełniające.  

 

Dobra wiadomość jest taka, że dróg do wymarzonych studiów jest dziś naprawdę wiele, a świadomy wybór i spokojne planowanie często znaczą więcej niż jedna liczba w systemie rekrutacyjnym.